Kiedy byłem mały zawsze myślałem, że zostanę naukowcem albo kimś, kto będzie zawsze odkrywał, analizował i publikował. Kimś kto będzie wytyczał nowe szlaki. Jako mały chłopiec zawsze pilnie słuchałem wszystkiego co mnie interesowało i zawsze miałem oczy otwarte na wszystko co nowe. A było tego dużo, bo ilekroć napotykałem na coś nowego w swoim młodym życiu, to bardzo szybko orbitowało to wokół kręgów moich zainteresowań. Oczywiście nie zawsze tak się działo, ale jak dobrze pamiętam to bodaj w wieku ośmiu lat, żywo interesowałem się takimi zagadnieniami jak: przyroda, geologia, archeologia, biologia, astronomia, historia, hipnoza, ornitologia, zegarmistrzostwo, taniec, sport w tym bieganie i rower, sztuka, w tym malarstwo, grafika, rzeźba, film i teatr, i jeszcze kilka innych rzeczy. Dziewczyny były na końcu. 😉 Szkołę traktowałem jako konieczność. Raczej wolałem skupiać się na nauce w zakresie własnych zainteresowań niż uczenia się rzeczy, z mojego punktu widzenia do niczego niepotrzebnych. Oczywiście pokutowało to ocenami i stresami na koniec każdego roku. Ale ostatecznie zawsze potrafiłem się spiąć i bez spadochronu wchodziłem na kolejny szczebel szkolnej drabiny.

Byłem raczej dzieckiem, które potrafiło nauczyć się na pamięć atlasu Ptaków Polski Jana Sokołowskiego wraz z opisami niż wkuwać tabliczkę mnożenia. Z czasem moje zainteresowania zaczęły się ujednolicać. Jedne odchodziły w niepamięć i na ich miejsce wchodziły nowe, a niektóre zaczęły się rozwijać. Jednym z takich zainteresowań była ornitologia i film, a zwłaszcza film przyrodniczy. Potrafiłem całymi godzinami ślęczeć nad opisami ptaków i oglądać filmy na ich temat. Były to czasy telewizji edukacyjnej, czegoś co do pewnego stopnia pozwalało mi się rozwijać, mimo iż z perspektywy czasu stwierdzam, iż wiele z prezentowanych programów pozostawiało wiele do życzenia. Niemniej jednak to dzięki telewizji edukacyjnej, miałem możliwość oglądania w jeden dzień tygodnia, – zdaje się, że był to czwartek – filmu przyrodniczego najczęściej produkcji BBC, a potem czekałem na niedzielę, by obejrzeć ten sam film jeszcze raz. Mieliśmy w domu odtwarzacz VHS z możliwością nagrywania. Zatem bardzo szybko, półki w dużym pokoju zapełniały się kasetami z filmami przyrodniczymi nagrywanymi z telewizji. Niektóre z tych filmów potrafiłem oglądać po kilkadziesiąt razy w miesiącu. W ten sposób znałem wiele filmów przyrodniczych na pamięć, co do najdrobniejszego szczegółu.

Niedaleko naszego osiedla, co niedzielę, była tzw. giełda samochodowa, na której nie było ani jednego samochodu ale było za to dużo Ruskich, którzy sprzedawali różne cuda. Jednym z takich cudów była lornetka. Marudziłem rodzicom tak długo, że po wielu miesiącach w 1992 roku dostałem pod choinkę moją pierwszą lornetkę. Był nią pancerny Berkut 8x30. Byłem wtedy najszczęśliwszym dzieckiem na świecie. Jeszcze tego samego mroźnego wieczora stojąc na bosaka na balkonie chciałem dojrzeć życie w pobliskich drzewach. Oczywiście było za ciemno ale to nie miało znaczenia. Znaczenie miało to by jak najszybciej nastał nowy dzień. A wtedy od razu mogłem wyskoczyć z łóżka z moją lornetką.

I tak to się zaczęło. Od tamtej pory, lornetka jest dla mnie jak drugie oczy. Mam ją przy sobie za każdym razem gdy wychodzę z domu. Pamiętam, jak zaraz po tej najszczęśliwszej gwiazdce, zacząłem prowadzić swoje własne obserwacje i mini badania związane z populacją ptaków w pobliskich zaroślach. Przez prawie dwa lata, dzień w dzień niezależnie od pogody, wychodziłem z lornetką na szyi i małym chlebakiem, w którym mieścił się atlas ptaków i specjalny terenowy notatnik. Byłem tak pochłonięty tym co robiłem, że nieraz zdarzało mi się zimową porą przymarzać do podmokłego gruntu, gdy stojąc w miejscu obserwowałem gawrony. Do dziś wspominam te wydarzenia, jako jedne z najszczęśliwszych okresów w moim życiu. Mniej więcej w tym samym czasie, pojawiło się pragnienie by móc robić zdjęcia i filmy przyrodnicze. By móc uwieczniać to co obserwuję i dzielić się z innymi tym co zobaczyłem. To było moje największe marzenie.

Jednak jak to w życiu bywa, człowiek dorasta i z czasem realny świat pokazuje, gdzie jest jego miejsce w szeregu. Jeżeli nie ma wsparcia z zewnątrz w dążeniu do celu, to z czasem człowiek się poddaje i po prostu zakopuje swoje marzenia na cmentarzu, na którym takich marzeń jest już wiele i wiele jeszcze będzie.

Musiało minąć wiele lat, zanim w końcu mogłem wrócić na cmentarzysko marzeń z dzieciństwa i poszukać tego najważniejszego. I tak oto, dzięki cichej wierze w rzeczy z pozoru niemożliwe, a także dzięki pomocy mojej narzeczonej, (obecnie żony) która zawsze we mnie wierzy. W końcu ukończyłem szkołę filmową. Zrobiłem swój pierwszy profesjonalny film przyrodniczy, w między czasie kończę pełnometrażowy film fabularny. A to dopiero początek.

Piszę to wszystko bo wiem, że jest wielu ludzi, którzy mają podobne marzenia i wydaje im się, że pewne rzeczy są wręcz niemożliwe do zrealizowania, bo obecna sytuacja tylko to potwierdza. Jednak swoim przykładem chcę pokazać, że nie ma rzeczy niemożliwych. Bo jeśli mnie się udało, człowiekowi bez kontaktów i bez pieniędzy to każdemu może. Najważniejsze w tym wszystkim jest tylko jedno. Nigdy nie zrezygnować ze swoim dążeń. Zawsze sobie powtarzam, że nigdy nie przegram do puki się nie poddam. I tego właśnie Tobie życzę, nigdy się nie poddawaj!