DYGRESJA NA TEMAT TECHNOLOGII I FILMU

Pamiętam jeszcze czasy, kiedy robienie zdjęć lustrzankami analogowymi na kliszy, było wielkim wyzwaniem. Szczególnie przy robieniu zdjęć seryjnych. Trzeba było się naprawdę do tego przyłożyć, żeby nie stracić całej kliszy zazwyczaj 36 klatkowej. Było to wówczas bardzo ryzykowne i kosztowne zajęcie. Nie mówiąc już o robieniu filmów na takim sprzęcie jak choćby Arri super 16mm, bo to zwłaszcza w naszym kraju, było zarezerwowane tylko dla wybranych.

arriflex 16mm sr2 z boku

Ja pierwszą kamerę miałem w swoich rękach w wieku, około 12 lat i był to jeden z pierwszych Handycam’mów Sony na kasety z taśmą magnetyczną MiniDV 8mm. Była to kamera video, która umożliwiała nagrywanie filmów wiele razy na tej samej taśmie. I to już było coś. Można było spokojnie nagrywać, mając w świadomości, że raz nagrane ujęcie można wymazać i próbować powtórzyć to kolejny raz. Dzięki temu nie było tej presji związanej z kosztami. Niemniej jednak satysfakcja ze zrobienia udanego ujęcia była jak zawsze ogromna.

Sony Handycam
Potem weszły kamery cyfrowe i zrewolucjonizowały cały rynek filmowy. Dzięki temu, niedość że można było w ciągu jednej chwili nagrać, wymazać, nagrać i znowu wymazać ujęcie, to jeszcze jakość obrazu zwiększyła się diametralnie. Oczywiście dzięki temu spadły koszta eksploatacji takiego sprzętu, a także pojawiła się ogromna swoboda w filmowaniu. Z czasem pojawiły się lustrzanki cyfrowe, z możliwością nagrywania i wreszcie Iphony i inne telefony komórkowe, które pozwalają nagrywać video w wysokiej jakości. I wszystko to było i jest nadal wielkim plusem.

W tym samym jednak czasie, pojawiło się również kilka minusów, które w moim odczuciu, mają raczej tendencje zwyżkowe i zataczają coraz szersze kręgi w świecie filmowym. Jednym z takich minusów, o którym chciałbym wspomnieć w tym wynurzeniu, jest niedbalstwo, niechlujstwo i ogólna ignorancja względem podejścia do warsztatu filmowego.

Jedną z podstawowych cech ludzkiego umysłu, jest dążenie do chodzenia na skróty, po najniższej lini oporu. Tak by nie wydatkować za dużo energii na osiągnięcie jakiegoś celu. I tutaj z pomocą przychodzi technologia, która potrafi wyręczyć nas w coraz większej liczbie czynności. Aż do punktu kiedy przestajemy myśleć i włączamy „magiczny” guzik. Guzik, który uruchamia jakiś skomplikowany proces, o którym nie mamy bardzo często bladego pojęcia. I właśnie w tym momencie pojawia się problem. O ile owy guzik może odciążyć nas od masy ważnych, acz abstrakcyjnych i trudnych do zrozumienia czynności. To niestety jednocześnie mając więcej takich guzików, przestajemy zwracać uwagę na to co robimy. Prowadzi to do tego, że zaczynamy polegać na sprzęcie, którego używamy, do takiego stopnia, że przestajemy myśleć w kategoriach, twórca, rzemieślnik a przeistaczamy się w bezmyślnego użytkownika. Użytkownika, którego oczekiwania rezultatów przerastają możliwości samego sprzętu. Stąd też bardzo często pod czyimś dobrze zrobionym wideo można znaleźć komentarze w stylu: „jak ty to zrobiłeś, czy twój sprzęt ma taką specjalną funkcję?”, albo „super film, jakiego sprzętu używasz bo też bym chciał coś takiego zrobić?” I o ile nie mamy tu rzeczywiście do czynienia, ze specyficzną funkcją sprzętu typu slow motion. Czyli nagrywanie obrazu z ponadprzeciętną ilością klatek na sekundę, lub z efektem uzyskanym podczas postprodukcji w specjalnym programie. To przeważająca reszta, dobrze wyglądającej produkcji zawdzięcza tylko i wyłącznie samemu twórcy, lub grupie twórców. Ludzi znających podstawy sztuki filmowej, którzy rozumieją wszelkie zagadnienia związane ze swoim warsztatem. Potrafią oni bez ograniczeń tworzyć dobre filmy opierając się na swojej wiedzy. Sam sprzęt jest tylko narzędziem do realizowania gruntownie i rzetelnie przemyślanych projektów. Zazwyczaj jest to bardzo ciężka umysłowa praca, która niekiedy zajmuje wiele miesięcy siedzenia nad badaniami, konsultacjami, pisaniem skryptu, scenariusza, listy ujęć itd.

Trudno jest być dobrym w jakiejś dziedzinie nie znając podstaw rządzących daną dyscypliną. Łatwo natomiast jest kupić drogi sprzęt i oczekiwać, że to wystarczy by zrobić projekt na miarę profesjonalnej produkcji. Jest to złudzenie stworzone przez możliwości technologiczne, które poszerzają się dosłownie z dnia na dzień. Kupienie drogiego sprzętu jest łatwe natomiast nauka podstaw często jest trudna, mozolna i wymaga dużego wysiłku i poświęcenia. Zawsze przy okazji tego tematu przychodzi mi na myśl dylemat, o którym często słyszy się w świecie fotografii. Czy to jeszcze człowiek robi zdjęcie czy już tylko aparat. Nawiasem mówiąc przeraża mnie samo myślenie na ten temat.

Postępujący rozwój technologiczny z jednej strony, poszerza nasze możliwości i perspektywy, z drugiej jednak nierzadko prowadzi do ograniczania nas samych czy wręcz zniewolenia. Oczywiście nie zawsze tak jest, bo każdy ma wybór i jeśli rzeczywiście chce zajmować się filmem na poważnie, to weźmie się ostro do roboty zanim pomyśli o sprzęcie, którego chciałby używać. Ważne w takim podejściu jest to, że to filmowiec świadomie wybiera swoje narzędzia. Adekwatnie, do określonych potrzeb związanych z aktualnym projektem. A nie kupuje coś, co może mu się przyda, ale nie koniecznie wykorzysta wszystkie dostępne funkcje. Jednakże reklama wyglądała tak super i ten znany filmowiec też używa takiego sprzętu, że nie można było tego nie kupić. Tak to się czasem kończy.

Raz i na zawsze… rzemiosło filmowe jak każde inne wymaga pokory i nauki.