PRZYRODA NA SPRZEDAŻ

W 2008 roku na Międzynarodowym Festiwalu Filmów Przyrodniczych Wildscreen w Bristolu, Bethany Corney, ówczesna dyrektor programowa w telewizji Channel 5 z Wielkiej Brytanii powiedziała, że wolałaby widzieć w przyrodniczych programach telewizyjnych „eksplodujące węże” niż filmy o ochronie środowiska.” Dodała również, że programy telewizyjne aby były oglądane, muszą być: „zabawne, ekstremalne, dziwne, szokujące, prawdziwe i pełne przygód.” W innym miejscu swojej wypowiedzi zaznaczyła, że ważne jest skupianie się na pokazywaniu ludzi w interakcji ze zwierzętami. Najlepiej gdyby byli to znani celebryci, którzy skutecznie przyciągnęliby uwagę widza.

Założenia programowe pani Corney, niewiele odbiegają od założeń innych stacji telewizyjnych, nawet tych stricte popularnonaukowych. Widząc co dzieje się obecnie w programach telewizyjnych, zastanawiam się, czy jako ludzie, aż tak jesteśmy już zaślepieni rządzą pieniądza? Do tego stopnia, że zwierzęta, całe środowisko naturalne, nie mówiąc już o temacie ekologii i zmianach klimatycznych są niczym innym jak produktem, który należy sprzedać z jak największym zyskiem. Nie ma się co czarować, tzw. telewizja przyrodnicza i popularnonaukowa to część ogromnej maszyny nastawionej wyłącznie na zysk.

Niestety, w tym wszystkim największym poszkodowanym jest jak zawsze natura. Zdana na łaskę ludzi, którzy zrobią absolutnie wszystko, by zarobić na chodliwym temacie. Po wielu latach spędzonych na oglądaniu filmów przyrodniczych z różnych produkcji, czy to z BBC, National Geographic czy produkcji niezależnych, odnoszę wrażenie, że ludzie chcieliby na dobre zakneblować usta przyrodzie. Zostawiając sobie monopol na prawdę i jedyny słuszny punkt widzenia. Ludzki punkt widzenia, który sam w sobie jest bardzo ograniczony. Głównie przez egoizm, butność i arogancję względem natury, której de facto jest częścią.

Poza niektórymi wielomilionowymi produkcjami rodem z BBC i twórcami niezależnymi, coraz więcej jest wycierania sobie gęby sprawami przyrody. Bowiem liczą się tylko zyski, ekstremalna rozrywka i szokowanie widza. Jest to całkowite uprzedmiotowienie natury.

Ale to nie jedyne podejście. Jest jeszcze to butne nastawienie niektórych znanych stacji telewizyjnych, tworzących wciąż w ten sam sposób. Z jednej strony w miarę etyczny, czy wręcz moralizatorski. Z drugiej jednak strony, jawiący się jako monolit, ze swoją zamkniętą formą. Formą, której nie można naruszyć, nie narażając się na kpiny ze strony tych wszystko wiedzących. Jest to swego rodzaju monopol na formę twórczą. Na prawdę, na jedyną akceptowalną wizję świata przedstawianego na ekranie.

Może po prostu wynika to z tego, że telewizja to nic innego jak tylko biznes, korporacja. Jak każda musi liczyć zyski, żeby się utrzymać. W kółko robi to co się sprawdza, do czego przyzwyczaiła widzów. Tworzy się wszystko co zapewni oglądalność. Na szczęście jednak, jest wiele produkcji niezależnych, nie związanych z telewizją i jej formą. Wiele z tych produkcji, próbuje eksperymentować. Wciąż jednak odnoszę wrażenie, że duża część tych twórców, robi to w sposób asekurancki. Jakby obawiali się, że za bardzo naruszą tą skostniałą strukturę. Strukturę jawiącą się czasami jako dogmat.

Wynika to bardzo często z podejścia czysto praktycznego. Czynnik finansowy jest tutaj jak zawsze na pierwszym miejscu. Jeżeli niezależny filmowiec chce utrzymać się na powierzchni i tworzyć coraz to nowsze projekty, musi starać się tworzyć tak, by spełniać wszystkie niezbędne wymogi tych, którzy mogą wyłożyć pieniądze na kolejny projekt. Wiąże się to bardzo często z być albo nie być w świecie filmu. Nie dotyczy to rzecz jasna ludzi, którzy mają dość pieniędzy, żeby się tym nie przejmować. Ale takich ludzi jest zaledwie ułamek. Pozostali muszą się dostosować, jeśli chcą być brani pod uwagę w kolejce do kasy. Oczywiście, nie ma w tym nic złego, dopóki nie jest to sprzeczne z byciem twórczym i zgodnym z własną wizją. Tak czy siak podstawy filmowania pozostają niezmienne. Tylko podstawy. Bo jak już ktoś kiedyś powiedział, „zasady są po to by je łamać”. Jednak by to robić trzeba je znać.

Jako twórca niezależny, chciałbym aby w moich filmach to natura i jej mieszkańcy mówili o sobie samych. Aby sami opowiadali swoje historie. Jestem tylko narzędziem, pośrednikiem, który ma za zadanie przekazać widzom, prawdziwe życie. Chciałbym przekazać to ludziom tak, by zrozumieli, by zostali zainspirowani, by poczuli, że ich to dotyczy.

Mam nadzieję, że lepsza przyszłość czeka przyrodę na srebrnym ekranie, w nadchodzących latach.  Gdyż obecna sytuacja wywróżona przez Bethany Corney oraz jej podobnym, wygląda ponuro. Mam również nadzieję, że chociaż trochę będę mógł przyczynić się swoją skromną twórczością do zmiany nastawienia szeroko pojętych mediów do natury. W przeciwny razie, na nic moja pasja i miłość do Przyrody.

Zdaję sobie sprawę, że tylko zasygnalizowałem to zagadnienie, bo to iście temat rzeka. Czuję jednak, że pewne rzeczy muszą dojrzeć by były szerzej omawiane.

Tym czasem jednak, gdzieś tam z tyłu siedzi ta natura i z pokorą przygląda się temu co o niej mówią ci wielcy, którzy rzekomo wiedzą lepiej…