PROCES TWÓRCZY JAKO PROCES POZNAWCZY

Ostatnio zastanawiałem się nad tym, jak wiele daje mi praca twórcza. Oprócz pracy filmowej, również czasem coś napiszę – poza blogiem – a także narysuję. Jedną z najważniejszych rzeczy jest poznawanie świata. Dzięki pracy twórczej mam możliwość zagłębienia się w sprawy, o których istnieniu mógłbym nie wiedzieć, lub po prostu miałbym blade pojęcie.

W przypadku rysunku, podczas szkicowania z natury np. ptaka, w procesie twórczym pojawia się głęboka relacja pomiędzy tym co obserwuję, a tym co chcę uwiecznić na papierze. Kiedy tworzę szkic ptaka, który brodzi na płyciźnie, to staram się uchwycić każdy moment, w którym się porusza. Cały czas wodzę wzrokiem po jego sylwetce próbując dostrzec najdrobniejsze szczegóły, które pozwolą mi lepiej odzwierciedlić jego jestestwo. Każde poruszenie skrzydłem, każdy podskok, bieg, ruch głową, wygięcie szyi, napuszenie się i itp. Wszystko to staje się wyraziste i pozwala lepiej poznać jak ten ptak rzeczywiście wygląda. Jak się porusza, jak funkcjonuje.

Potem dochodzą cienie. Wszystkie załamania i krzywizny, które tworzą jego ciało w zetknięciu ze słońcem, są jak odrębna warstwa świadomości twórczej. W ten sposób tworzy się trójwymiarowa mapa stworzenia, którą chcę uchwycić, zrozumieć i uwiecznić.

Kolejny jest kolor. Próbuję dostrzec wszystkie detale ubarwienia, wszystkie fajerwerki jakie pojawiają się od odbitego słońca. Możliwości przejść tonalnych z jednych barw w inne, lub ostre krawędzie, jaskrawe kolory lub blade ledwo dostrzegalne wyróżnienia. Cała paleta barw współgra z otoczeniem, z ruchem ptaka, z ruchem powietrza, ze światłem, które często definiuje barwy na ulotną chwilę. Na koniec przychodzi kontekst, a zatem otoczenie, które definiuje zachowanie ptaka i atmosferę wokół niego.

Kiedy obserwuję ptaki powiedzmy przez lornetkę i staram się zapamiętać ich wygląd to często jestem rozczarowany jak niewiele szczegółów jestem w stanie przywołać następnego dnia.

Kiedy jednak, w ręku mam np. ołówek, wtedy mój mózg z laserową wręcz precyzją zaczyna zapamiętywać każdy możliwy szczegół jaki pojawił się na moim obiekcie. Kilka krzywizn na papierze, trochę cieni, jakiś kolor i mimo iż nie jest to dzieło sztuki – bo nie o to w tym chodzi – to nagroda jest warta takiej pracy. Nagrodą jest zapamiętanie, i zrozumienie ptaka w taki sposób jakby się go samemu stworzyło. Wtedy jeszcze bardziej docenia się akt twórczy i z jeszcze większym pietyzmem podchodzi do dalszej pracy. A podziw dla obiektu jest dozgonny.

W przypadku pisania, to chyba najciekawszy jest sam proces badawczy. Kiedyś pisałem opowiadanie na konkurs o Bytomiu. Nagrody głównej nie wygrałem, ale dostałem wyróżnienie i zostałem wydany w książce o historii Bytomia wraz z innymi laureatami. Wstyd się przyznać ale do tej pory nie byłem w tym mieście, mimo iż jestem ze śląska. Jakoś tak wyszło. Kiedy przystępowałem do pisania miałem blade pojęcie o tym miejscu. Zacząłem wtedy intensywny wywiad. Jak dziennikarz śledczy chciałem dowiedzieć się jak najwięcej. Od internetu, przez emaile do rozmów telefonicznych, na studiowaniu map skończywszy. Im dalej w las tym moja historia zaczęła nabierać barw i co najważniejsze sensu. Bo trudno było napisać opowiadanie o miejscu, o którym nic się nie wie. Po kilku tygodniach zostałem niepisanym ekspertem w dziedzinie dziejów, topografii, kultury i gospodarki Bytomia.

Bawiłem się przy tym wyśmienicie. A co najważniejsze poprzez proces twórczy poznałem to śląskie miasto lepiej niż gdybym przyjechał do niego na weekend w celach turystycznych. Oczywiście nie twierdze, że przyjazd nic by mi nie dał. Na pewno wpłynął by znacząco na moją twórczość, jednak w danym momencie nie byłem w stanie podróżować. W tym wszystkim chodziło o sam proces twórczy. Tak jak przy próbach rysowania ptaka, tak i w przypadku pisania opowiadania musiałem prześwietlić wszystko co jest możliwe by zrozumieć istotę sprawy i na jej podstawie uwiarygodnić lub obalić moje artystyczne założenia. Do dziś jest to jedno z niewielu miast, które poznałem tak dobrze, a jedyne w którym nigdy nie byłem. A swoją drogą będzie to na pewno ciekawe doświadczenie, pojawić się w Bytomiu i skonfrontować moje wyobrażenia z prawdziwą tkanką miasta, która żyje naprawdę a nie na kartach mojego opowiadania.

I na koniec wisienka na torcie, czyli film. Praca nad filmem ma to do siebie, że łączy dwie poprzednie idee analizy twórczej, dając pełny wgląd w poznanie zagadnień poruszanych w filmowej wizji. Obecnie pracuję nad kilkoma projektami z całego spektrum medium filmowego. Jedne to typowe dokumenty przyrodnicze a inne to pełnometrażowe filmy fabularne. Niezależnie jednak od gatunku filmowego, nad którym pracuję proces poznawczy jest ten sam. Przy czym przy filmie dokumentalnym mam temat, założenia i luźny scenariusz, natomiast w filmie fabularnym mam ścisłą strukturę narracyjną i scenariusz, który jest moją pełną wizją twórczą. Tak się ostatnio składa, że dwa z projektów, jeden dokument a drugi fabuła jest ze sobą powiązany pod kilkoma względami. Dzięki czemu robię badania tylko raz. Oba filmy mają wspólny mianownik, jakim są pszczoły, trzmiele itp.

Kilka dni temu w piękny słoneczny skwar wyszedłem zainicjować wstępne badania na łąkę porośniętą bujnym kwiatostanem gdzie wszelkiej maści zapylacze pląsały w słodkich oparach kwiatów. Taki mój los, że jak uwielbiam przyrodę i nie mogę za długo się bez niej obejść, to niestety alergia na pyłki kwiatów utrudnia mi życie. Zaszyłem się w wysokich trawach z włączoną kamerą i notatnikiem. Po kilku godzinach nagranego materiału, kilku uwagach w dzienniku reżysera, zasmarkanym nosie i ping pongowych oczach miałem już nad czym myśleć.

Piszę o tym dlatego, że pomimo, iż nie dokonałem żadnego przełomowego odkrycia podczas tego wypadu, to pomogło mi to uruchomić moje szare komórki do myślenia na konkretny temat. Część moich myśli zaczęło krążyć wokół zagadnienia, które chcę rozwijać. Samo to wyjście na łąkę dało mi inspirację i motywację do działania. Pojawiło się mnóstwo pytań i odniesień do dalszej pracy twórczej. I oto chodziło.

Reasumując, z mojego punktu widzenia film daje możliwość wielowymiarowego zrozumienia tematów, nad którymi się pracuje. Można poznać i zrozumieć nie tylko to o czym chce się tworzyć ale także, dlaczego chce się tworzyć i lepiej poznać samych siebie w procesie twórczym. Nasze motywy, przekonania, itp. Wszystkie te złożone czynniki sprawiają, że praca nad filmem jest najlepszych medium poznawczym jakie mogłem sobie wymarzyć.