FARMY DZIKICH ZWIERZĄT

Dzisiaj przyszedł moment na wyzwanie. Nosiłem się z tym tematem od jakiegoś czasu i oto jest. Farmy zwierząt dla fotografów i filmowców. Nie każdy zdaje sobie sprawę z tego, że wiele pięknych zdjęć zwierząt znalezionych w internecie czy w kalendarzach i czasopismach to zdjęcia zrobione w kontrolowanych warunkach.

 

Czym są farmy dzikich zwierząt.

Małe pumy zwierzętaIdea farm dzikich zwierząt powstała w USA w połowie dwudziestego wieku. Wzrastające zapotrzebowanie na coraz lepsze ujęcia dzikich zwierząt takich jak niedźwiedzie Grizzly czy pumy sprawiło, że wiele schronisk dla dzikich zwierząt odpowiedziało na ten trend. Jedynym celem takich farm jest trzymanie dzikich zwierząt zwanych modelami na potrzeby branży fotograficznej i filmowej. Wytrenowane zwierzęta takie jak: tygrysy, gepardy, wilki, niedźwiedzie, orły, sowy i inne, są podstawowym inwentarzem.

Za odpowiednią cenę można filmować i fotografować zwierzęta w naturalnie wyglądającym środowisku. W ten sposób można uzyskać niezwykłe ujęcia np. wilka biegnącego po wodzie, pumy skaczącej przez przepaść czy lądującego orła w ekstremalnym zbliżeniu a przede wszystkim wszystkie możliwe zbliżenia młodych słodziutkich tygrysków czy panter śnieżnych. Dzięki temu niedoświadczony i nieobeznany z biologią filmowiec czy fotograf może bez problemu uzyskać ujęcia praktycznie nie możliwe do zrealizowania w warunkach naturalnych.

 

Kontrowersje wokół istnienia farm.

WilkOd dłuższego czasu zastanawiam się nad tym tematem i wciąż trudno mi rozstrzygnąć, czy dobrze, że istnieją takie rozwiązania w branży filmowej i fotograficznej. Z jednej strony mogę zrozumieć chęć ochrony przyrody przed zbyt częstym kontaktem z ludźmi poświęcając część z nich na farmy. Pytanie tylko czy powinno się to odbywać ich kosztem. Z drugiej jednak strony sam fakt trzymania dzikiego zwierzęcia w niewoli tylko w takim celu jest dla mnie sprawą wielce trudną moralnie. Podobnie mam zresztą w kwestii istnienia zoo, a o cyrku już nie wspomnę, bo to dramat do kwadratu.

Producent i wykładowca Chris Palmer w swojej książce Shooting in the Wild pisze: “(…) grupa klientów obejmuje fotografów, którzy potrzebują materiału do dobrze sprzedających się kalendarzy po filmowców pracujących dla BBC, National Geographic i Discovery.“

Znany i ceniony fotograf przyrody Tom Mangelsen nie korzysta z farm zwracając uwagę na to, że operatorzy i fotografowie mogą stracić szacunek społeczny gdy ludzie dowiedzą się na temat farm i roli jaką odgrywają w tym biznesie. Jednak nie tylko tego obawia się Mangelsen. Zwierzęta najczęściej trzymane są w za małych klatkach w bliskiej odległości innych drapieżników. Ponadto wożone są po kraju w małych przyczepach. “Emocjonalny stres przez dźwięki, zapachy, ciemność i obecność drapieżników w bezpośredniej bliskości jest nie do opisania.” twierdzi Mengels. Z kolei Palmer dodaje: “Zwierzęta, które nie współpracują są często karane elektrycznym pasterzem lub inną okrutną formą dyscyplinowania. Według Mengelsa korzystanie z farm to: “Negowanie, że dzikie zwierzęta odczuwają ból, cierpienie, radość i strach.”

 

Ambasadorzy dzikiej przyrody.

Szop praczJest wiele argumentów za istnieniem farm. Do najczęstszych należą:

  • Lepiej jest filmować i fotografować zwięrzęta w farmach niż nachodzić je w ich środowisku.
  • Bezpieczniej jest dla filmowca i fotografa korzystać z farm niż zbliżać się za nadto do dzikich zwierząt w ich naturalnym otoczeniu ponieważ mogą stanowić realne zagrożenie, np. niedźwiedzie.
  • Farmy przydają się podczas edukowania dzieci i młodzieży i pozwalają chronić i promować środowisko naturalne, a także chronią gatunki zagrożone wyginięciem.

Podczas nagrywania filmu o wilkach dla National Wildlife Federation Chris Palmer przyznaje, że użyli wilków trzymanych w niewoli. Mimo iż kilka lat później, zmienił zdanie na temat farm to jednak uważa, ówczesną decyzję za słuszną: “Dokonaliśmy takiego wyboru nie tylko dlatego, że trudno byłoby nam zbliżyć się do wilków żyjących na wolności ale również dlatego, że nagrywanie w ich naturalnym środowisku mogłoby przyzwyczaić je do ludzi i tym samym zagrozić ich przetrwaniu.”

Z kolei filmowiec przyrody Beth Davidow uważa, że nie wszystkie farmy wyglądają w ten sposób. Dla przykładu podaje The Triple D Game Farm w Montanie w USA gdzie zwierzęta są traktowane tak jak ludzie traktują swoje domowe zwierzęta, psy czy koty. Uważa również, że farmy są wręcz konieczne. Dzięki temu nie ma potrzeby nachodzenia i stresowania zwierząt w ich naturalnym środowisku.

Ludzie, którzy są za istnieniem farm często mówią, że dzięki temu zwięrzęta te są “ambasadorami dzikiej przy”. Jednak jak to się ma do trzymania ich w niewoli? Przyroda bardzo często nie ma za dużo wspólnego z pięknem i estetyką. To ludzie nadają jej takie cechy. Dlatego wydaje nam się, że malutki lisek na kwiecistej łące jest milusi, słodki i do przytulania. Jednak kilka metrów dalej dorosły lis ubabrany we krwi rozszarpuje małego zająca wybebeszając jego flaki. To już nie jest miłe i ładne. Ale takie właśnie jest dzikie życie.

Jesteśmy bardzo selektywni w postrzeganiu przyrody zapominając, że przyroda jest zawsze taka sama i trzeba spoglądać na nią realnie, a nie przez pryzmat kalendarzy naściennych i przejaskrawionych magazynów. Oczywiście nie każde czasopismo, kalendarz czy film korzysta z farm i wpisuje się w sielankowy krajobraz zafałszowanej przyrody. Jednak jest to problem, który raczej narasta, bowiem jest coraz znaczniejszy popyt, a pieniądze coraz większe.

 

Filmowcy i Fotografowie.

NiedźwiedźA co z samymi filmowcami i fotografami? Co z ich moralnym kręgosłupem? Jak pisze Palmer w swojej książce: ‘Większość ludzi oglądając filmy przyrodnicze myśli, że obserwuje naturalne zachowania zwierząt w ich środowisku. A tymczasem filmowcy używają farm dzikich zwierząt by oszukać widza.”

Jeżeli ktoś fotografuje przyrodę i korzysta z takich farm tylko po to by mieć co sprzedać i czym się pochwalić, to nie powinien mianować się fotografem przyrody. Taka osoba niewiele różni się od fotografa mody czy portrecisty. “Jak długo farmy dzikich zwierząt istnieją, zwierzęta nie są w pełni dzikie,” zauważa Palmer: „a ich klienci nie są prawdziwymi fotografami i operatorami. Ta forma gułagu jest tylko kolejną formą oszukiwania widza.”

Co do filmowców, mam bardzo mieszane uczucia. O ile pojedyncze zdjęcie jest najczęściej gotowym utworem o tyle film składa się z tysięcy zdjęć i użycie jednego lub dwóch ujęć do uzupełnienia historii jest moim zdaniem akceptowalne. Przykładem może być tutaj Planet Earth gdzie jedna ze scen miała miejsce w gawrze niedźwiedzia polarnego podczas narodzin młodych. Coś, co praktycznie nie jest możliwe do pokazania w naturalnych warunkach, zostało sfilmowane w zoo. Dzięki temu osiągnięto piękne ujęcia dopełniając historii, jednocześnie nie narażając zwierząt na wolności na stres czy nawet śmierć.

W tym miejscu pojawia się kolejna kwestia. Samo wykorzystywanie zwierząt w niewoli to jedno, natomiast druga sprawa to informowanie o tym widza. O ile przy zdjęciach łatwo jest umieścić informację, że fotografia była robiona z udziałem zwierząt w kontrolowanych warunkach, o tyle trudniej jest to przekazać na filmie. Oczywiście można umieścić takie informacje w napisach końcowych, jednak przeciętny widz ich nie czyta.

Istnieje również pokusa, by w związku z tym tego nie robić zwłaszcza, że jest to tylko jakiś mały fragment całości. Tak zresztą było we wspomnianym wcześniej przykładzie z niedźwiedziem polarnym. Dopiero po kilku latach David Attenborough przyznał w telewizji w jaki sposób nagrano tą scenę.

Ewidentnie przykład ten pokazuje, że było mu jako producentowi BBC na rękę aby publiczność się o tym nie dowiedziała. Zataili to zapewne z obawy przed dyskredytacją ze strony widzów, którzy mają duży szacunek i zaufanie do produkcji History Unit w Bristolu. Uważam, że jest to nieuczciwe traktowanie widzów i naciąganie ich na swoją własną wersję prawdy o świecie przyrody.

Zawsze staram się mieć wysoką postawę moralną i etyczną we własnej pracy i kiedy pojawia się możliwość, że mogę zagrozić zwierzęciu swoją aktywnością to po prostu się wycofuję. Po pierwsze nie szkodzić. Wolę nie nagrać materiału niż narażać zwierzęta. A jednak w przypadku farm wciąż mam dylemat i nie wiem jaką decyzję bym podjął gdyby film, nad którym bym pracował wymagałby scen nie do zrealizowania w warunkach naturalnych bez narażania zwierząt.

 

Nasz wspólny Eden.

Farmy przyczyniają się do zafałszowanego obrazu świata przyrody jaki można zobaczyć w rzeczywistości. Coraz więcej podobnych ujęć zwierząt rzadkich i skrytych pojawia się w sieci sprawiając wrażenie ich pospolitości. Ktoś, kto widzi na setkach zdjęć i w filmach ogromne ilości zwierząt w naturalnym środowisku, a jednocześnie słyszy, że są one zagrożone wyginięciem zaczyna zastanawiać się, kto tu kręci skoro tyle ich w mediach.

Niestety rzeczywistość jest jednak inna i gatunki najczęściej widywane w internecie są najrzadziej spotykane w realnym świecie. Profesjonaliści w odpowiedzi na ciągłe zapotrzebowanie wielkich wydawnictw nie zważając na przyczynianie się do fałszowania rzeczywistości liczą gaże i mianują się prawdziwymi naturalistami, fotografami i filmowcami. A cała rzesza amatorów idzie w ślad za nimi nakręcając spiralę ignorancji i poczucia, że żyjemy w świecie gdzie przyroda ma się świetnie. W prawdziwym Edenie.

Prawda jest zgoła odmienna i wymaga uczciwej analizy. Niestety przyroda zawsze przegrywa z chciwością, pychą i ignorancją, która zabija po cichu poza blaskiem reflektorów i wzrokiem nowoczesnych kamer.